Głodne dusze odchodzą głodne.

22.5.17


idąc trzecią długość orbity ciała
kręcę się za tobą
jak wir
huragan
moneta




5.5.17

iły i mady

pocę się gliną
kryształki minerału na końcówkach palców
mają moje linie papilarne
odrywają się ze skórą a ziemia niesie je dalej
żyją powoli

erozja jest przyjemna




27.4.17

kukła

obiecano ziemię
niczyje kamyki
mokre od zderzeń
na sobie nawzajem

umiem w raj
grać
umie raj
grać

zadepczesz ślimaka dżdżownicę
wracasz na start
za gwałt na matce
naturze

moja skóra jeszcze jest nowa
nieoprawna nie znam garbarzy
gotowych sprawić sobie
choćby portfel z takiej

portfel z oślej cielęcej świńskiej
kukła lisa wypchana czasem
galaktyką gnojem rybą

zrób to sam
wypchaj się
z martwych wstań




20.4.17

wyznanie wiary

są rzeczy brzydkie i piękne




11.3.17

witraż

dotarcie do świętego miejsca
za żwir i piach
przed przepaść
prajama

miejsce kaszlu
nie ma przejścia
nawet do historii
mam stosunek
jak do alkoholu

pełny strachu
sortuje szkło

kruche dusze na lewo
kolorowe na prawo

dzień kolejny
skórki chleba żuję posłusznie
piję co każą
szkiełka kradnę po jednym
zanim się wyda
jak się wydaje




9.3.17

dawno

na początek pożar
urywa się siatka
wypadają zęby
całe morze

a później żył długo i
szczęśliwie umierał

na koniec było jak w bajce
a w bajkach z wilkami
postępuje się niehumanitarnie
nie tylko wobec łownej zwierzyny




22.1.17

wcielenia

wszystkie okna zamknięte na zamęt 
za mną 
przede mną rosną kolejne nocne wachty

dookoła głowy księżyc
lata mi 
ja ją rozumiem
ziema potrzebuje czułości
szpadla robactwa i nasion
jako że ciało 

wyjdą mi z pępka te robaki
rozejrzą się i wrócą rozczarowane
ja też tak wracałem nie będę
im miał za złe




21.12.16

puchnięcie

wieje mi
porania mi się
starego zegara werk

dnieje ś
pogrubia się
nowego świata rozrząd

zaspy się zbierają a zima bezśnieżna
ludzie mi się dławią pod opoką uśnieżeń
z uwielbieniem patrzę na tuszę na haku
na rok wyjadę do siebie do braku rodziców

od tych wyobrażeń mi się robi pod powieką guz
pompuje się mała kula ziemska mój mały wszechświat
już siódmy albo siedemdziesiąty siódmy
w galaktyce głowy w raju bez głowic w rybim oku
w brzuchu wieloryba w paszczy rekina

salve regina
salwę albo dwie
pluton krąży dookoła głowy
egzekucyjnie nienachalny ładnie prosi
kucam klęczę czekam na wiatr
tej zimy stanę się każdą zimą







28.9.16

zadyma

nas jest więcej
niż zębów
wypadnie

pij mleczne
drogi
prowadzą
ścieżki
wciągają
donikąd

agresywny stukot
stu butów
szamański bieg
na orientację

nie biorę udziału w marszach
nie wciągam kamieni z zęba
dwukropek który dziś znaczy oczy
wciąż mówi mi: teraz
całe życie w nawias
zamykam / otwieram




25.9.16

przypis do miłosnych spraw

oboje umiejętnie
obojętnie ją
mają

córkę bez ojca
sukę bez kojca
język obcy
w gardle

no i jeśli tak się traktuje
wasne imponderabilia
to jest głęboki jedyny słuszny
nieskończony jak imperium
potężny jak faraon

sen
z otwartymi oknami







13.9.16

powiednia

można po wiedzieć
lepiej wiedzieć przed
albo wcale

jak się drukują w ciele komórki
jak dzwonią do siebie nawzajem
mam w ciele same iphony
one mi robią snapczaty
od środka rozładowują

najbardziej w krzyżu
i na pięcie






11.9.16

***

wierzę w coś więcej
i koniec




13.8.16

krzyż

jeśli nadaję się
to w innym rytmie
i bez odbioru

pozaziemskie
to nie istnieje

miłość jest po równo
dla wszystkich
nieczłowiecza
choć ludzka

skrzyżowanie
dużych ulic

rąk i nóg
gatunków
skrzyżowanie
na amen




7.8.16

pociąg i przedział

życie to jest bilet tlk bez gwarancji miejsca do siedzenia
ludzie dzielą się na tych co lubią jabłka i nie ufają nieznajomym




wojna

rzucone ziarno
nasiany wiatr
cięższy od planet
cały od zjaw

do wyjścia
zbiera się burza
ma ludzi w opiece
boga w opoce

oczy dziecka
a kształt ma
jakiś taki
wielki i rybi

gdy będzie po wszystkim
zamieszkamy na wzgórzu

to dobre miejsce na fort
będziemy tam razem

wąchać chleb
gdy przyjdzie głód
bo chleb i głód
jeszcze nie wiesz
one się rymują




3.8.16

wybuch

spadają gwiazdy
spadają samoloty
spadają ratingi

ratzinger abdykuje
ja też abdykuję
miewam widzenia

na stacji
paliwo i pociąg
mój pociąg

odjeżdża
spóźniony
godzinkę

odmawiam
dystrybutor
eksploduje




rzeka

w płynie
na przestwór czarnym
oddalamy się

do rzeki są trzy kroki
dwa roki dwa
lata nad głowami sowa

układa słowa
czarny płyn
wlewam do rzeki

gdzie my
tam my
ślę




8.6.16

.

truchełka komarów wokół nocnej lampki
cała armia czuć
umarli wszyscy
psy koty cykady

nie ma urlopu
od tej cytadeli

to są widzenia na cały etat
w fabryce przypominań
na trzy zmiany
a najbardziej zmienia mnie nocą




27.5.16

horyzont

wszyscy w domu są bezwładni
jak truchła ryb wyrzucone na brzeg
nocy

rana
otwarta jak sklep całodobowy w którym
możesz kupić lekarstwa na zło na chwilę




21.5.16

inkar

jestem w innym kraju
polska jest tropikalna
jest duszno i ojciec  mówi
nigdy więcej synu
nie opisuj nikomu
snów

dzisiaj przyśniłem się sobie
na murku przed kampusem
jak na katafalku leżała nago
cała w poprzednich wcieleniach

-jak masz na imię?
-Chłód.

widziałem plamy zagojonych poparzeń
które dziecięco opisała  popatrz, mam łatki 

nigdy więcej nie opowiem
snów które przeczą śmierci




14.5.16

W.W.

zima mi tu chodzi
się zgubiła
sprzedaje konwalie przy metrze

widzę jak siedzimy
przy prasie na litografii
pachnie naftą i jest ciepło
jest rano pijemy twoją kawę
skręcasz papierosa
za oknem jest śnieżyca i mróz
w tej bieli chodzą czarne punkty
i tramwaje dzwonią jakby jakieś
dziecko bawiło się w maszynistę
wszystko zamarza jak opętane

a my tu odprawiamy egzorcyzm
my tu mamy maj w tej pracowni
rozmawiamy o porannych rzeczach
zanim przyjdą wszyscy

trochę o idei trochę o życiu
o miłości to raczej nie
ale o prostych rzeczach
i nie ma między nami zgody
i jest w tym braku zgody porozumienie
że obaj mamy ręce czarne od farby

tylko szum jarzeniówek jest biały
jak biała jest zima za szybą
i te konwalie przy metrze




7.5.16

* * *

znów idziemy
przyjdą zimy miną
słońce wzejdzie
bo po co więcej




4.5.16

***

żaden opisywacz nie pojmie
ile tęsknoty w pościeli
ma śmierć i wszyscy święci




30.4.16

demo

chowam do słoików
pod gumę takich co w nich
zawsze dziadek robił ogórki

demony chowam je mocno
one spadają na dno
jak kropla atramentu
w wodzie święconej od ran

dzień umierania
kiedy spadłem z drzewa
to się zbudziłem
z dwu snów




28.4.16

ofiara

światło odbite na szybie
mała wielka tęsknota
termit sam jeden

dwie linie papilarne
na dwu palcach
na dwu biegunach

i mój obojczyk
obojętny i próżny
jak ptasie kości

to są rzeczy które oddaję
choć nie są niepotrzebne
to innych nie mam




26.4.16

sad

w sadzie spadł owoc
ja jestem owo

bez pępowiny
sam jeden
ktoś zje nim zgni ję

pochowany w trawie
sam się trawię
na tratwie meduzy

leżę i czczę
naturę sprawiedliwą
na moje nieistnienie
zaklinam robactwo
nie ma miejsca dla mnie
na drzewie




18.4.16

dobranoc

bolą mnie dłonie
mam w snach kłykcie
wisielców na płocie

machamy rękami
rozlewa się donośny
warszawski poranek
tłuką się w drzwiach
szklanki pełne umierania





11.4.16

consummatum est

mam w sobie tyle pogardy
że mógłbym zmienić własne życie
i z rozpędu kilka cudzych

używam siebie na rzecz innych
którymi gardzę i których kocham
jak siebie samego

nie mam przyjaciół ani rodziny
moi przyjaciele staliby w pierwszej linii
naprzeciw oddziałom mojej rodziny

gdyby anatomia obdarowała ich
chrząstką żalu szpikiem zrozumienia
to łamaliby sobie nawzajem kości
jak chleb

czas jaki mieliśmy by wstać i iść
został dobrze wypełniony
poszliśmy do pracy
zarabiać pieniądze




n/c

festiwal opinii tych którzy
się znają i tych którzy mają rację

glosolalia mamy takie
na jakie stać nasze bóstwo

dziś językami mówią cisi
co sami kasują własny komentarz




5.3.16

powiednia

dokładnie teraz
coś się powinno wydarzyć
ale strasznie mi się nie wydarza
wszystko takie niewydarzone
nawet to że się stało
to co się stało

stoją zegary
na baczność
to jest wskazówka
będzie wojna chyba
albo inne złe

układy układziki
scalone z powrotem
w krzem się obrócą
przeciwko nam

to wyczytałem w internecie
innego proroka nie będzie