Głodne dusze odchodzą głodne.

13.8.16

krzyż

jeśli nadaję się
to w innym rytmie
i bez odbioru

pozaziemskie
to nie istnieje

miłość jest po równo
dla wszystkich
nieczłowiecza
choć ludzka

skrzyżowanie
dużych ulic

rąk i nóg
gatunków
skrzyżowanie
na amen




7.8.16

pociąg i przedział

życie to jest bilet tlk bez gwarancji miejsca do siedzenia
ludzie dzielą się na tych co lubią jabłka i nie ufają nieznajomym




wojna

rzucone ziarno
nasiany wiatr
cięższy od planet
cały od zjaw

do wyjścia
zbiera się burza
ma ludzi w opiece
boga w opoce

oczy dziecka
a kształt ma
jakiś taki
wielki i rybi

gdy będzie po wszystkim
zamieszkamy na wzgórzu

to dobre miejsce na fort
będziemy tam razem

wąchać chleb
gdy przyjdzie głód
bo chleb i głód
jeszcze nie wiesz
one się rymują




3.8.16

wybuch

spadają gwiazdy
spadają samoloty
spadają ratingi

ratzinger abdykuje
ja też abdykuję
miewam widzenia

na stacji
paliwo i pociąg
mój pociąg

odjeżdża
spóźniony
godzinkę

odmawiam
dystrybutor
eksploduje




rzeka

w płynie
na przestwór czarnym
oddalamy się

do rzeki są trzy kroki
dwa roki dwa
lata nad głowami sowa

układa słowa
czarny płyn
wlewam do rzeki

gdzie my
tam my
ślę




8.6.16

.

truchełka komarów wokół nocnej lampki
cała armia czuć
umarli wszyscy
psy koty cykady

nie ma urlopu
od tej cytadeli

to są widzenia na cały etat
w fabryce przypominań
na trzy zmiany
a najbardziej zmienia mnie nocą




27.5.16

horyzont

wszyscy w domu są bezwładni
jak truchła ryb wyrzucone na brzeg
nocy

rana
otwarta jak sklep całodobowy w którym
możesz kupić lekarstwa na zło na chwilę




21.5.16

inkar

jestem w innym kraju
polska jest tropikalna
jest duszno i ojciec  mówi
nigdy więcej synu
nie opisuj nikomu
snów

dzisiaj przyśniłem się sobie
na murku przed kampusem
jak na katafalku leżała nago
cała w poprzednich wcieleniach

-jak masz na imię?
-Chłód.

widziałem plamy zagojonych poparzeń
które dziecięco opisała  popatrz, mam łatki 

nigdy więcej nie opowiem
snów które przeczą śmierci




14.5.16

W.W.

zima mi tu chodzi
się zgubiła
sprzedaje konwalie przy metrze

widzę jak siedzimy
przy prasie na litografii
pachnie naftą i jest ciepło
jest rano pijemy twoją kawę
skręcasz papierosa
za oknem jest śnieżyca i mróz
w tej bieli chodzą czarne punkty
i tramwaje dzwonią jakby jakieś
dziecko bawiło się w maszynistę
wszystko zamarza jak opętane

a my tu odprawiamy egzorcyzm
my tu mamy maj w tej pracowni
rozmawiamy o porannych rzeczach
zanim przyjdą wszyscy

trochę o idei trochę o życiu
o miłości to raczej nie
ale o prostych rzeczach
i nie ma między nami zgody
i jest w tym braku zgody porozumienie
że obaj mamy ręce czarne od farby

tylko szum jarzeniówek jest biały
jak biała jest zima za szybą
i te konwalie przy metrze




7.5.16

* * *

znów idziemy
przyjdą zimy miną
słońce wzejdzie
bo po co więcej




4.5.16

***

żaden opisywacz nie pojmie
ile tęsknoty w pościeli
ma śmierć i wszyscy święci




30.4.16

demo

chowam do słoików
pod gumę takich co w nich
zawsze dziadek robił ogórki

demony chowam je mocno
one spadają na dno
jak kropla atramentu
w wodzie święconej od ran

dzień umierania
kiedy spadłem z drzewa
to się zbudziłem
z dwu snów




28.4.16

ofiara

światło odbite na szybie
mała wielka tęsknota
termit sam jeden

dwie linie papilarne
na dwu palcach
na dwu biegunach

i mój obojczyk
obojętny i próżny
jak ptasie kości

to są rzeczy które oddaję
choć nie są niepotrzebne
to innych nie mam




26.4.16

sad

w sadzie spadł owoc
ja jestem owo

bez pępowiny
sam jeden
ktoś zje nim zgni ję

pochowany w trawie
sam się trawię
na tratwie meduzy

leżę i czczę
naturę sprawiedliwą
na moje nieistnienie
zaklinam robactwo
nie ma miejsca dla mnie
na drzewie




18.4.16

dobranoc

bolą mnie dłonie
mam w snach kłykcie
wisielców na płocie

machamy rękami
rozlewa się donośny
warszawski poranek
tłuką się w drzwiach
szklanki pełne umierania





11.4.16

consummatum est

mam w sobie tyle pogardy
że mógłbym zmienić własne życie
i z rozpędu kilka cudzych

używam siebie na rzecz innych
którymi gardzę i których kocham
jak siebie samego

nie mam przyjaciół ani rodziny
moi przyjaciele staliby w pierwszej linii
naprzeciw oddziałom mojej rodziny

gdyby anatomia obdarowała ich
chrząstką żalu szpikiem zrozumienia
to łamaliby sobie nawzajem kości
jak chleb

czas jaki mieliśmy by wstać i iść
został dobrze wypełniony
poszliśmy do pracy
zarabiać pieniądze




n/c

festiwal opinii tych którzy
się znają i tych którzy mają rację

glosolalia mamy takie
na jakie stać nasze bóstwo

dziś językami mówią cisi
co sami kasują własny komentarz




5.3.16

powiednia

dokładnie teraz
coś się powinno wydarzyć
ale strasznie mi się nie wydarza
wszystko takie niewydarzone
nawet to że się stało
to co się stało

stoją zegary
na baczność
to jest wskazówka
będzie wojna chyba
albo inne złe

układy układziki
scalone z powrotem
w krzem się obrócą
przeciwko nam

to wyczytałem w internecie
innego proroka nie będzie




24.2.16

wypełzanie

próbujesz przejrzeć boskie plany
i chce ci się płakać bo
na ziemię przyjdzie co najwyżej
gromada dzikich i bezpańskich psów

jak myślę na ziemię to widzę grudy
gliny pod pomnikiem który był za drogi
i na kredyt bo kopiec kwiatów to za mało
żeby nic już nie wyszło spod ziemi

tam leżymy i od pokoleń rodzimy się cicho
po wojnach i huraganach dochodzimy do siebie
tak jak ona co przyszła i dała mi spinkę do włosów
co mi płuca obrastają i przez żebra wychodzą na żer




9.2.16

instytucja

żadna straszna śmierć
wlana w gardło
podpalona
nie znajdzie mnie
tej smolistej nocy

nie ma takiej kotwicy
która utrzymałaby mnie
przy ziemi bez płaczu matki




26.1.16

blaski

idziesz ulicą
latarnie na twój widok
unoszą się
wygłaszają
światło

nie ma takiego snu
który zmusiłby
bym wykopał
co zabiłem

obserwujemy łunę
twój kolejny wschód
u mnie płonie most łazienkowski
i wszystkie inne
też płoną




9.12.15

likantrop

człowiek potrzebuje pracy
bo jak nie ma pracy to się
za bardzo koncentruje
na wódce albo partyjce
na partii zamiast pracy

więc mam pracę
piszę na trzy zmiany
a najbardziej zmienia mnie nocą




18.11.15

alter ego

gaśnie mi-na
przegubie
się

powiem wszystko
śmierć wszeptam w ćmę
i ją wyczarteruję do ciebie

i teraz módl się
by jacyś bojownicy
nie wiem terroryści
albo służby
ci zrobiły zamach
nim doleci




26.10.15

ranek

właśnie zgasły
zaprogramowane na godzinę szóstą
na ulicy

jest skoro świt
umiera się młodziej

we włosach mam grudki węgla
szelest 
zamiatają chodniki
ludzie udający się




16.10.15

złe

witamy w gminie
cieni
miasto z gliny
z odłamków greckich waz

tu można wykopać z ziemi
sny trup
cyrkowych
to są błyskotki

cyrkonie
nieco śmieszne wnyki
na błahe dusze
jak pończochy
albo srebrne obuwie
ryby na stopy




28.9.15

kosmopolitowanie

pieszczenie ciał
niebieskich

nagie gwiazdy

narodziny gwiazd
i wybuchy supernowej




14.9.15

fado dla nieobecnych

tragiczne w robieniu smutnych rzeczy jest
że i tak nikt cię wtedy nie widzi i jest ci bardzo
wszystko jedno że nikomu nie może być przykro




7.9.15

wczesny wrzesień

chmury płyną szybko
oświetlone miastem
mrowieją mi w kościach

nie ma szlaku na niebie
drogi mleczne krzyżują
kolejnych chrystusów

ciepłem słońca
się okrywamy
albo kryjemy
zależy czy patrzeć
do utraty wzroku




28.8.15

gołębie

gołębie na śniadeckich nie budzą się same
gołębie budzi miasto
wkurwione gruchają




26.8.15

cynocefal

we własnej włosów klatce
żywię się surowym wzrokiem
nieswoimi zębami

nad rzeką ptaki latają
od gwiazdy do gwiazdy
łączę punkty

kontur co na niebie się rodzi
brzmi jak to do którego tęsknię ciało
niebieskie

planeta psów
której harmonia sfer wyje do księżyca